piątek, 20 kwietnia 2007

No merci…

Zjazdowy Trolejbus, więc założyłam, że będzie troszkę miejsca. Niesłusznie. 

Usiadłam całkiem z tyłu, przy drzwiach. Przystanek czy dwa później wsiadła panienka z jakimś francuzem. Siedzą… gaworzą… Ona miejsce dalej, a on prawie na moich kolanach. Z wrodzoną sobie francuską galanterią wpakował dupę częściowo na moje siedzenie, aż wcisnęło mnie z wytrzeszczem w okno. Kreskówka normalnie! Potem uprzejmie odwrócił się do mnie plecami, nie omieszkując regularnie rąbać mnie łokciem, bo wciąż grzebał w plecaku. Zgłupiałam. Nawet nic powiedzieć nie mogłam, bo francuskiego ni w ząb. 

Jakimś cudem dotarłam do mojego przystanku, aczkolwiek nieco zmiętolona. W desperacji rzuciłam po polsku „przepraszam” i wstałam. Francuski dżentelmen, zamiast wstać, przesunął kolana o dziesięć centymetrów. Jakoś się przecisnęłam, ale nie bez trudu. Kidy już wysiadałam usłyszałam jego oburzoną reakcję na mój brak kultury:

- No merci… 

No merci!

Brak komentarzy:

Autobusowy historycznie

Autobusowy historycznie