- Przepraszam, ale proszę się o mnie nie opierać. – poprosiła dziewczyna stojąca w autobusie, przygnieciona cielskiem sporej staruchy, do poziomej poręczy.
- Ale ja się muszę oprzeć! – oburzyła się kobieta. – Bo się przewrócę!
- To proszę uprzejmie. – dziewczyna z wysiłkiem wyszarpnęła się spod ciężaru, aż starucha mało nie upadła, bo przyciskała dziewczynę z całej siły.
- A bo te młode to teraz starszych nie szanują! Opierałam się o nią! Też coś! – Zagdakała. – A wszystkie miejsca z brzegu zajęte!
Rozpoznałam ten głos. To babsztyl, który regularnie pcha się na ludzi, a potem, w poczuciu wielkiej krzywdy, wszczyna awantury.
Tym razem nie zdzierżyłam:
- Proszę sobie tutaj usiąść. – pokazałam palcem puste miejsce o metr od babiszona.
- Ale to miejsce zajęte było! – Zaprotestowała. – te młode to wszystko zajmą…
- Jak tylko pani weszła do autobusu, tamta pani zaraz pani ustąpiła miejsca. Cały czas jest puste.
- Nie trzeba… ja zaraz wysiadam. Ale te młode to nie szanują… Widziała pani jakie pretensje dziewucha miała?! Że niby się pcham?! – Rozgdakała się na dobre.
No faktycznie. Nie powinno dziewczynie przeszkadzać, bo od nacisku tylko jej oczy z orbit wyszły… Ale tym razem nie miałam ochoty wszczynać awantury, więc już się nie odezwałam, czekając z rozpaczą, aż babsztyl się zamknie, albo wysiądzie. Ale następnym razem chyba jej przypieprzę, bo gdacze głośniej od rozkręconej na maksa muzy w słuchawkach.
Taka ludność to się już chyba pojawia masowo…