I w końcu na mnie padło. Jako, że strasznie nie lubię chodzić do pracy, a za spaniem co najmniej przepadam, namiętnie ignoruję baterię drących ryja budzików. Kiedy udaje mi się w końcu zwlec złoki z łóżka, dostaję permanentnego wytrzeszczu w wyniku akceleracji i w 10 minut próbuję nakarmić koty, usunąć wyniki uprzedniego nakarmienia kotów, ubrać się, uczesać, umyć klawiaturę, a w końcu nie zapomnieć o żadnej z tych ważnych czynności, a by w efekcie nie lecieć z ziejącą paszczą… kołtunem… lub rozwianym cycem – opcja do wyboru.
Teoretycznie do autobusu mam jakieś 7 minut, ale w praktyce i tak biegam, bo nie ważne jak wcześnie ustawię pierwszy budzik, w okolicy furtki okazuje się zawsze, że w wersji optymistycznej mam 5 minut… a w praktyce niekoniecznie… Regularnie biegam, próbując jednocześnie trzymać w łapie komórę, bo tylko tam mam zegarek, wetknąć w uszy słuchawki od pożyczonego empetrzy z jakąś dynamiczną i zdecydowanie przyspieszającą moje przebieranie dolnymi końcówkami muzyką, i jakimś cudem znaleźć w przepastnej torbie dopalacz dla astmatyków, żeby się zwyczajnie nie udusić. Na szczęście kierowców mamy tu raczej życzliwych, więc kiedy zobaczą jakąś drałującą niedojdę, zwykle czekają..
Ale nie ten. Tym razem spóźniłam się z powodu NicNieMającego Alcatela, który uparcie się spóźnia, mimo ‚pośpieszania’ go prawie codziennie… .
Kiedy byłam już prawie na pętli autobusowej, ale jeszcze po przeciwnej stronie ulicy, jakoś nie zdobyłam się na desperackie ruszenie między samochody, z niewiadomych przyczyn przejeżdżające przez moje zadupie… W akcie odwagi wcisnęłam się w końcu tuż przed nieco ostrożniej jadącego kierowcę i kiedy tylko znalazłam się na jezdni, Pan Kierowiec Autobusu, który uważnie obserwował moje manewry, spojrzał prosto na mnie, uśmiechnął się szeroko, zamknął drzwi i odjeżdżając prawie przejechał mi po stopach. No to dupa zimna….
Z obowiązku ruszyłam piechotą do znajdującego się jakiś kilometr dalej przystanku, z nadzieją, że a nóż widelec, akurat coś będzie jechało we właściwym kierunku..
A i owszem jechało. Jednakże Pan Kierowiec Kolejnego Autobusu zerknął na korek przed sobą, a potem za sobą i z błogim uśmiechem olał przystanek i pojechał sobie dalej..
Różne brzydkie wyrazy…