Biegnę na bus. Jak zwykle wyszłam 2 minuty za późno, jednak przecież
nie będę desperacko rzucać się przed auta przechodząc przez kolejne
jezdnie. Stoję na skrzyżowaniu i czekam, aż przejedzie jakieś średnio
zdecydowane autko.
Autko skręca w moim kierunku… wjeżdża na
chodnik prawie wciskając mnie w płot najbliższej posesji… i chyba
cudem nie parkuje mi na stopach. Otwiera się okno… i pruje na mnie
japę poirytowana blondynka:
- Proszę się odsunąć! Ja chcę skręcić, a pani mi zasłania widoczność!!!
I już nikt mi nie wmówi, że kawały o blondynkach ktoś wymyśla…