Kumpel, który regularnie poprawia mi humor świetnymi dowcipami, był świadkiem pewnej arcyciekawej sytuacji (wrażliwi nie czytać, tudzież nie jeść). Był na tyle uprzejmy że podzielił się ze mną swoją rozmową z gg:
L: buahaha o malo sie nie udusilem ze smiechu
L: bylem dzisiaj swiadkiem dowcipu roku
L: siedze w tramwaju
L: praktycznie pusto
L: wsiada jakis typ, w miare normalny nie zeby jakis tam zul
L: dyla na koniec tramwaju
L: wyciagnal reklamowke (taka nieprzezroczysta z auchana)
L: spodnie w dol i zaczyna walic kupsztala do tej reklamowki
F: nie
L: wysral sie, polozyl delikatnie reklamowke na siedzeniu i wysiadl
F: omg
L: autentyk !
F: :D:D:D:D
L: ale to nic
L: wsiada inny gosc
F: ktos to krecil?
L: jedzie dwa przystanki
F: jak ktos na to usiadl?
L: lepiej
L: siedzial obok i filowal na te siatke
L: pewnie mial nadzieje ze w srodku jakis portfel czy cos
F: :DDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD
L: i zaczyna niepostrzezenie wsuwac reke do tej reklamowki tak zeby nikt nie zauwazyl
L: i widze jak mu mina rzednie
L: wyciagnal reke i zdziwko :D
L: a ze nie mial gdzie wytrzec wystawil za okno zeby nie jebalo :D
L: a ja normalnie rylem na caly tramwaj
L: mowie ci stary :D prank of the year jak nic :D
L: taki z niego psotnik był
L: dawno sie tak nie ubawilem
L: najlepsze bylo jak gosciowi mina rzedla jak grzebal w tej siatce :D
L: tak powoli :D
L: wiesz jak zabawa dla dzieci „pomacaj i zgadnij co to”
L: po prostu psota roku :D
L: moral z tego prosty
L: nie kradnij bo gowno bedziesz z tego mial