środa, 26 września 2007

Man in Black

Stałam sobie własnie na przystanku i się zapatrzyłam. To powinno być zjawisko! Uwielbiam facetów w czerni. To najseksowniejszy kolor dla faceta! Tak tajemniczo wygląda… Tak mrocznie… Tak… no… wampirzo ;p. 
Szedł więc sobie facet w czerni. A ja patrzyłam jak sroka w gnat. Ale jakoś coś nie tego… Niby przystojny na paszczy, ale… Ale duży korpus, chude nóżki i płaszcz w jedynej beznadziejnej długości, tj. do kolan, sprawiły, że wyczekiwany Drakula wyglądał raczej jak Igor…

wtorek, 18 września 2007

:>

- A może ja bym tu jednak usiadła? – zasugerowała zdecydowanie starsza pani, dziewczynie, która właśnie usiadła. 
- A może pani usiądzie tutaj? – zasugerowała dziewczyna pokazując wolne miejsce na przeciwko. 
Punkt dla niej.

środa, 5 września 2007

Tak się ostatnio zapatrzyłam i jakoś tak szkoda mi się zrobiło…

Przede mną usiadł jakiś nędznie wyglądający chłopak: w kiepskim szaroburym garniturze i z włosami jak ruda sierść jakiegoś zwierzaka. Patrzyłam i patrzyłam… Wlepiałam swoje patrzałki i przyglądałam się niegrzecznie. Wyglądał jak nieszczęście. Tak sobie pomyślałam, że rude kręcone włosy nigdy, ale to przenigdy, nie powinny być krótkie! I wtedy skojarzyłam. Widywałam już go kilkakrotnie… Przypomniałam sobie scenę z jakiegoś roku wcześniej. Późny wieczór, prawie noc, a on, przy bardzo głośnej muzyce, siedział na oknie i machał długimi piórami. Jakie on miał piękne włosy! Wtedy chyba jeszcze się uczył… a teraz praca… Pewnie dlatego musiał ściąć włosy. Cholerna szkoda…

sobota, 1 września 2007

Do Ciechocinka

Jechałam sobie autokarem do Ciechocinka. Wcześniej zakładałam, że sobie pośpię. Ale tak interesująco było za oknem… Pomyślałam jednak, że się troszkę zdrzemnę. Usłyszałam nagle zza pleców:
- KCHRRRRRAAAA!!!
- Hihihi – dobrze, że to nie ja ;p.
Ciężko było spać także z innego powodu – jechała panienka, która bez przerwy, pełnym głosem nawijała przez telefon:
- Allo… allo… – słychać było co chwilę, bo albo ktoś dzwonił, albo ona dzwoniła… Nie było wyjścia… całą drogę słuchałam jej rozmów. Najbardziej mnie rozśmieszyła, kiedy komuś opowiadała, jak to w Gdyni nazywa się różne rzeczy – żadnej z tych nazw wcześniej nie słyszałam, mimo, że mieszkam tam od urodzenia…
Drobna uwaga:
Co innego być w maluchu, a co innego w autokarze… kiedy kierowca wyprzedza na trzeciego… A przez taki mostek rachityczny jechaliśmy autokarem… i mijała nas zapakowana po dach ciężarówka.

Autobusowy historycznie

Autobusowy historycznie