W tym, wyjątkowo pechowym dla mnie, tygodniu. Miałam nieprzyjemny wypadek w autobusie. w ułamku sekundy moje kolano znalazło się na jakimś cholernym słupku, bo jakiś kretyn wymusił pierwszeństwo na autobusie. Debil wypadł z za zakrętu na pełnym gazie. Kierowca busu zdążył zachamować, niestety ja już nie. Zmiotło mnie z siedzenia i zatrzymałam się na ochronnej ściance, a dokładnie na mocującej ją rurce. Słowa wydusić nie mogłam, bo zatkało mnie z bólu. Nie zamierzałam czepiać się kierowcy, bo przecież nie jego wina. Ale trochę niefajnie mi było, kiedy mocno kulejąc wysiadłam z autobusu i będąc już na zewnątrz byłam na wysokości kierowcy… Zerknął na mnie nerwowo i szybciutko zatrzasnął drzi. Jakoś tak przykro mi się zrobiło.