Nie wiem jak reszta 3miasta, ale Gdynia jest zatkana jak nigdy. Samochody poruszają się w tempie pijanego i śpiącego słusznym snem ślimaka. Wczoraj i przedwczoraj było źle, ale dzisiaj to już masakra. Zupełnie jakby cała Warszawka próbowała tędy przejechać ;p. Mam nadzieję, że do późnego wieczora wszyscy wyjadą, bo inaczej szykuje mi się dłuuugi spacer do domu. Po prostu ciężko mówić o jakiejkolwiek komunikacji miejskiej. Tym razem władze miasta ostro przegięły organizując dwie jebitne imprezy jednocześnie: Openera i zlot żaglowców. Krótko mówiąc Gdynia ściśnięta jak pośladki homofoba w gejowskim klubie.
A propos komunikacji. Tkwiłam wczoraj wczesną nocą, alibo późnym wieczorem, na przystanku, czekając na spóźniony o jakieś pół godziny autobus. Obserwowałam jak, dosłownie jeden za drugim, podjeżdżają trolejbusy, które oficjalnie skończyły kursować z godzinę wcześniej.
Z jednego z nich wysiadła taka trzoda, że kopara mi zwyczajnie opadła. Grzecznie wypadli z trajtka, po czym jedna panna biegusiem pobiegła do najbliższego płotu i obhaftowała okoliczne roślinki. Fakt. Lepiej pod płotem niż w pojeździe. Niestety nie był to koniec publicznych występów. Kiedy panna rzygała jak kot pod krzaczorem, ustawił się obok kolo z tej samej ekipy i po prostu zaczął sikać. To nic. Tylko on skończył, inna panna postanowiła pójść za jego przykładem. Ustawiła się na brzegu trawnika i tuż przy chodniku, opuściwszy gacie po kolana i wywalając bobra na całą ludność na przystanku i dziesiątki samochodów tkwiących w korku, po jakimś dopiero czasie zdecydowała się wytrzeszczyć wielką białą d. litościwie w stroną trawnika.
Słów mi brakuje…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz