Rozśmieszył mnie strasznie i nie tylko mnie. Cały trolejbus się śmiał.
Ścisk był straszny i tylko jedno miejsce siedzące wolne, takie za winklem, gdzie ciężko było się dostać. Kiedy wsiadł jakiś dziadyga, pani która stała obok pustego miejsca, przecisnęła się z trudem i usiadła, głównie po to, żeby zrobić miejsce wsiadającym. Na to dziadyga rozdarł jadaczkę, że ona cały czas stała i teraz właśnie musiała usiąść, bo na pewno widziała, że ON własnie wsiada. Kobieta wzruszyła ramionami i grzecznie ustąpiła mu miejsca. Zawartość trajtka gromiła dziadygę wzrokiem w milczącym potępieniu… A on siedział, ciskał wzrokiem pioruny na babkę i mruczał pod nosem przekleństwa. Ale kiedy wstał minutę później i taranując współpasażerów, wysiadł na następnym przystanku, cała ludność ryknęła śmiechem.
Zwykły. Śmieszny. Pieniacz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz