niedziela, 9 listopada 2008

Medyk Taxi

Zawsze byłam wierną klientką, rzekłabym nawet, że fanką. Nie za bardzo mam kasę na taxówki, ale tym razem mój M. zasponsorował mi przejazd. 
Późną nocą wracałam z imprezy, na której… no… ok… zalałam się w trupa. Po piętnastu minutach prób i błędów, i kolejnych kilku próbach wybełkotania adresu pod którym jestem, udało mi się wezwać taxówkę. Na absolutnym zombie mode on dotarłam do auta i nawet udało mi się wsiąść bez wypadku. Normalnie obciach, że się tak zaprawiłam… jedyne co mogę powiedzieć na swoje usprawiedliwienie, to to, że takie akcje raczej mi się nie zdarzają. Jak mam ochotę naprawdę zaszaleć, to robię nalot… na bibliotekę ;p. 
Po paru próbach wymówienia, co się okazało, cholernie trudnego adresu, pan kierowca uprzejmie i bardzo płynnie, bo mają tam świetnych kierowców, zawiózł mnie do domku. Ponieważ nie chciałam narazić M. na koszty, wysiadłam dużo wcześniej, ot żeby zaoszczędzić. I… zdarzyło mi się coś takiego po raz pierwszy w życiu – pan kierowca nie wydał mi całej reszty :(. Cholera, wykorzystał, że nie bardzo jestem w stanie liczyć, a ja liczyłam na spotykaną do tej pory absolutną uczciwość pracowników tej korporacji. Może to nie była duża dla niego suma… ale to nie były moje pieniądze. Jest mi tak cholernie przykro :(. Naprawdę nigdy w życiu nic takiego mnie nie spotkało. Głupio powiedzieć, ale jestem w szoku.

Brak komentarzy:

Autobusowy historycznie

Autobusowy historycznie