sobota, 1 września 2007

Do Ciechocinka

Jechałam sobie autokarem do Ciechocinka. Wcześniej zakładałam, że sobie pośpię. Ale tak interesująco było za oknem… Pomyślałam jednak, że się troszkę zdrzemnę. Usłyszałam nagle zza pleców:
- KCHRRRRRAAAA!!!
- Hihihi – dobrze, że to nie ja ;p.
Ciężko było spać także z innego powodu – jechała panienka, która bez przerwy, pełnym głosem nawijała przez telefon:
- Allo… allo… – słychać było co chwilę, bo albo ktoś dzwonił, albo ona dzwoniła… Nie było wyjścia… całą drogę słuchałam jej rozmów. Najbardziej mnie rozśmieszyła, kiedy komuś opowiadała, jak to w Gdyni nazywa się różne rzeczy – żadnej z tych nazw wcześniej nie słyszałam, mimo, że mieszkam tam od urodzenia…
Drobna uwaga:
Co innego być w maluchu, a co innego w autokarze… kiedy kierowca wyprzedza na trzeciego… A przez taki mostek rachityczny jechaliśmy autokarem… i mijała nas zapakowana po dach ciężarówka.

Brak komentarzy:

Autobusowy historycznie

Autobusowy historycznie