Do autobusu, kuśtykając wesolutko, wtoczył się staruszek. Pod prądem był zdecydowanie, bo radiowo był uruchomiony:
- Heeeej… pierwsza bryyygaaadaaaa. – Zajęczał fałszywie i przeszedł w mruczandos pod nosos, kiedy znalazł się w środku.
Nie oglądając się, zostałam poinformowana, że wysiadł tam gdzie i ja.
- HEJ! – ryknął, by przejść w niepewny jęk – so…ko…ły…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz