Nie w sensie Wysp tylko kontrolerów. Jako istota praworządna zawsze jeżdżę z biletem, ale i tak mię wzdrygło, kiedy usłyszałam „bilety proszę”. Cosik złe mam skojarzenia. A może po prostu nie lubię kiedy ktoś mnie sprawdza? W każdym razie podbudowali moje ego. Dywagowali na temat moich włosów, czy aby prawdziwe. A może jednak sztuczne? W końcu mimo niedowierzania, bo włosy mam do pasa, uznali, że nie plastik. Miłe. Jeden pan zza pleców rzucił zaczepnie „czego to się nie robi dla facetów?”. Grzecznie potwierdziłam, po czym radośnie wysiadłam z autobusu. Nie ma to jak miłe rozpoczęcie dnia!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz