Kiedy miałam zamiar jechać Polskim Expresem z Gdyni do Ciechocinka, wydawało mi się, że w drodze poczytam sobie troszkę książek. W końcu to parę godzin jazdy.
Otóż: nie przeczytałam ani linijki. Prawdę mówiąc nawet prawie nic nie jadłam. Za to z zapartych tchem obserwowałam wyczyny kierowcy.
Jeszcze przed rozpoczęciem podróży Pan Kierowca był bardzo miły, aczkolwiek sprawiał wrażenie nieco zamotanego. Wrażenie pogłębiło się w porażającą pewność już podczas pierwszych minut jazdy… Czerwone światło? – Jakie czerwone światło?! Podwójna linia ciągła? – To ta na której koniecznie trzeba wyprzedzać? Praktyka pokazała również, że najlepiej wyprzedza się tuż przed szczytem wzniesienia… najlepiej jeśli przed nami jedzie cała kawalkada samochodów z ciężkim uporem trzymająca się na wzajem własnych zderzaków… Ok. Pikuś. Przyznam się jednak, że kiedy wyprzedził, na wąskiej drodze z symbolicznym poboczem, tira, a drugi tir mijał nas właśnie z przeciwka… to zamknęłam oczy…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz