Ludność niecierpliwie przebierała nóżkami, żeby kierowca się w końcu pojawił. Oni dupcie już dawno na siedziskach grzali, dawno był czas odjechać, a tu kierowcy ani widu ani słychu. W pewnym momencie przez niecierpliwe sarkania przebił się stukający dźwięk…
Ktoś pomógł niewidomemu wsiąść do autobusu, a on sobie stuk stuk laseczką z samego końca, na przód autobusu, obijając siedzenia i pasażerów. Nikt mu złego słowa nie powiedział, bo przecież wiadomo… nie widzi. A on sobie spokojnie doszedł do kabiny kierowcy, złożył laseczkę, usiadł, namacał stacyjkę i odpalił silnik.
Ponoć ludność wyrywała z autobusu w tempie błyskawicznym :p
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz