sobota, 13 października 2007

Miałam już nie narzekać…

… ale nie zdzierżę. Jechałam ja sobie w piątek busikiem do pracy… cisza… spokój. Do czasu. Wsiadł sobie siwy pan i usiadł na bocznym siedzeniu. W chwilę później wsiadła dziewczyna z wózkiem. I natychmiast natarła na tamtego pana, że on natychmiast ma miejsca jej ustąpić, bo ona chce przy dziecku usiąść. Pan grzecznie pokazał jej miejsce kawałek dalej – puste i jak najbardziej nadające się na opiekę nad dzieckiem w wózku. Na to dziewucha się wydarła, że on jest bezczelny. Pan próbował się cichutko bronić… w końcu też jej powiedział, że jest bezczelna – cichym, nieśmiałym tonem. Jak ten babsztyl mordę wydarł… Jak pogonił faceta… Jak rozsiadł się na siedzeniu z triumfem na pysku…. Prawdę mówiąc już miałam się poderwać do pyskówki, bo faceta żal mi było, a dziewczyna to zwykłe chamidło, ale powstrzymałam się, bo przecież obok niej małe dziecko było i co ono winne, że ma chamską matkę. 
W razie czego, jeśli ktoś z Was będzie w Gdyni, niech uważa: przytyta, z czarnym tapirem na głowie, wielkich grubych srebrnych kołach w uszach i w komplecie z dzieckiem w pomarańczowym wózku. Dosyć często wsiada rano na przystanku koło Parku Technologicznego w kierunku centrum. Straszny babsztyl, więc lepiej nie zaczepiać, bo znowu jej biedne dziecko i cały autobus będą musieli słuchać wielkiego darcia mordy.

Brak komentarzy:

Autobusowy historycznie

Autobusowy historycznie